W środku tygodnia oba zespoły świetnie poradziły sobie w meczach 1/8 finału Ligi Mistrzów i awansowały dalej. Lepiej zaprezentował się Liverpool i wygląda na to, że 4:0 nie wzięło się tylko ze słabości Realu. Dzisiejsi goście są w świetnej formie, a w połączeniu z o dzień dłuższą przerwą - zaowocowało to zawstydzającą dla lidera Premier League porażką.
+Czytaj dalej
Chyba można to określić jako triumf hiszpańskiej myśli trenerskiej i hiszpańskiego szkoły piłkarskiej, tyle że trudno powiedzieć nad czym. Liverpool nie pozostawił kibicom Realu żadnych złudzeń. Mimo że goście przeważali w posiadaniu piłki i niemal dorównywali LFC w liczbie strzałów, byli znacznie słabsi.
+Czytaj dalej
To był podręcznikowy przykład zdemolowania zespolu gorszego o jedna klasę. Liverpool panował od pierwszej do ostatniej minuty, a Newcastle na własnym stadionie dało kibicom powody do drżenia o utrzymanie. Obrona „Srok” w tym meczu grała ka-ta-stro-fal-nie.
Mecz przebiegł zgodnie z tym, czego można się było spodziewać. Liverpool zdominował środek pola, piłkarze PSV skupili się na obronie. Efekt o tyle różnił się od moich oczekiwań, że goście zdołali strzelić bramkę po dużym błedzie Skrtela. Ich przegrana nie była wątpliwa ani przez minutę tego meczu. Steven Gerrard strzelił swoją 100. bramkę dla Liverpoolu.
Mecz, w którym pierwsza i druga połowa wyglądały całkiem inaczej. Po siedmiu latach Liverpool pokonał u siebie MU, zresztą w ładnym stylu. Dobrze wypadły ligowe debiuty Riery i Berbatowa. Mecz może mieć poważne konsekwencje dla obrońców tytułu: kostkę skręcił Carrick, a Vidić dostał czerwoną kartkę. Obaj nie zagrają za tydzień przeciwko Chelsea.