Nadszedł w końcu pierwszy mecz, w którym MC pod wodzą Roberto Manciniego nie tylko przegrał, ale też w stu procentach zasłużył na porażkę z niżej notowanym zespołem. Goście nie radzili sobie z jak zwykle bardzo dynamicznym Evertonem i nawet będący ostatnio w świetnej formie Tevez wtopił się w takie tło.
+Czytaj dalej

To nie była wizytówka Premier League - ani jeśli chodzi o poziom gry, ani warunki pogodowe. Obu zespołom brakowało kilku piłkarzy kontuzjowanych lub trenujących z reprezentacjami w Angoli. Brakowało też klasy i szybkości w rozgrywaniu akcji ofensywnych oraz pewności w obronie. Mimo to rezultat oglądało się całkiem miło.

+Czytaj dalej

Oczywiście mam na myśli piłkę nożną w telewizji. Takiego nagromadzenia ciekawych spotkań na antenie nie pamiętam już od dawna. W sobotę i niedzielę wypada obejrzeć przynajmniej cztery mecze. Zakończy wszystko pojedynek Barcelona - Real w niedzielny wieczór.
+Czytaj dalej

Everton to solidny zespół z bardziej niż solidnym menedżerem. To wszystko nie wystarczyło nawet do strzelenia bramki na Old Trafford, mimo że przynajmniej czterech piłkarzy gości rozegrało dobry mecz. Gospodarze, jak zwykle, wykorzystali słabości przeciwnika i strzelili ile mogli. Darren Fletcher popisał się fantastycznym wolejem, dzięki któremu przypomniał kibicom, że kiedyś był napastnikiem.
+Czytaj dalej

To był jeszcze jeden mecz pokazujący siłę angielskiego futbolu. Mimo zupełnie innego stylu gry, Chelsea i Everton były dla siebie godnymi przeciwnikami. Londyńczycy wygrali zasłużenie, bo w końcówce mili więcej sił i nieco więcej umiejętności. Ich kibice mają trofeum na otarcie łez po przegranej walce o mistrzostwo i Puchar Europy.
+Czytaj dalej