Po tygodniu zbywania dziennikarzy niejasnymi odpowiedziami, że ewentualną propozycję FA przemyśli, w końcu Redknapp wypowiedział się jaśniej. Nie była to jeszcze deklaracja gotowości poprowadzenia reprezentacji na mistrzostwach Europy, ale krok w tym kierunku. Bardzo możliwe, że na taki właśnie krok czekali szefowie angielskiego związku, którzy zapewne kończą szykować ofertę dla menedżera Tottenhamu.
Redknapp wypowiedział się wyjątkowo zgrabnie i dyplomatycznie. Dyplomatycznie dlatego, że w tym sezonie pod jego wodzą Koguty spisują się najlepiej od trzydziestu lat i odejście z klubu było by tragedią dla fanów, którzy nie zapamiętali by do końca dobrze obecnego menedżera. Zresztą dla niego samego jest to pierwsza w historii szansa zbudowania naprawdę wielkiego zespołu - nie takiego, który zdobywa puchar Anglii, ale mogącego zgarnąć kilka trofeów w jednym sezonie i sprawiającego swoją gra przyjemność nie tylko własnym kibicom.
Z drugiej strony, bycie selekcjonerem angielskiej kadry może także uczynić trenera nieśmiertelnym, a na dodatek jeszcze bardzo mocno wypełnić mu konto bankowe. Kibice chcą na tym stanowisku Anglika, a jeśli mogą mieć londyńczyka z krwi i kości, mówiącego cockneyem i mającego w nogach karierę na ligowych boiskach, taki ktoś może stawiać FA własne warunki. Dlatego właśnie Redknapp powiedział, że w grę wchodzi tylko prowadzenie kadry jednocześnie z klubem i tylko do końca ostatniego meczu mistrzostw.
Co potem? Jedno albo drugie. Oczywiście Redknapp będzie chciał sobie zarezerwować praco do decyzji: jeśli Anglicy na polskich i ukraińskich boiskach coś osiągną, będzie mógł zająć się reprezentacją na dłużej. Jeśli odpadną w pierwszym meczu fazy pucharowej lub wcześniej - będzie mógł kontynuować walkę o wielkość Tottenhamu. Ciekawe tylko, jak wyobraża sobie pracę jeszcze przed samym obozem, prowadzenie Anglików w meczach towarzyskich? Siła Redknappa w dużym stopniu polega na kontakcie z zawodnikami i budowaniu atmosfery, jeśli do końca sezonu będzie opuszczał zespół, klub na pewno na tym straci.
Ale przecież zarząd i tak woli mieć trochę mniej ‘arry’ego, niż nie mieć go w ogóle, więc na takie rozwiązanie się zgodzi. W tej sytuacji Redknapp w każdym przypadku jest zwycięzcą.