Reprezentacje europejskich piłkarskich gigantów nie rozpieszczają swoich kibiców. Przed trzecią serią meczów tylko Holandia zapewniła sobie przejście do fazy pucharowej. Anglia, Włochy, Niemcy, Hiszpania - wszystkie pokazały swoje słabe strony, a we francuskim zespole doszło do buntu przeciwko trenerowi - i nikt nie spodziewa się po nim wyjścia z grupy.

Najmniej zmartwień mają, mimo porażki z Serbią, kibice Niemiec. Ich zespół przeciwko (słabej) Australii dominował, grał ładnie i skutecznie. W drugim meczu wystarczył jednak jeden błąd w obronie, jeden błąd sędziego i fatalna skuteczność, by wszystkie atuty przestały się przekładać na wynik. Podobną sytuację mogą mieć po meczu z Hondurasem fani Hiszpanii. Ich zespół przeciwko Szwajcarii stworzył kilkanaście okazji bramkowych, ale zamiast wygrać kilkoma bramkami - stracił gola i przegrał. To pewna nowość, bo przecież w meczach grupowych Hiszpanie zwykle zachwycają polotem i skutecznością. Mają jeszcze czas, by zmienić to wrażenie.

Mniej do powiedzenia będą mieli piłkarze z Anglii i Włoch, którzy po dwóch nudnych remisach zupełnie rozczarowali kibiców i ściągnęli na siebie zmasowaną krytykę wszelkiego rodzaju ekspertów. Jeśli ktoś w tych krajach szykował się na wspaniałe przeżycia przed telewizorem i piękną grę - szybko stracił nadzieję. Włochom i Anglikom brakuje indywidualnej formy poszczególnych piłkarzy - fizycznej i psychicznej - nie mówiąc już o zgraniu. Wszystkie zapowiedzi tego, jak ważne są mistrzostwa świata i reprezentowanie własnego kraju tracą wartość jeśli faworyci nie są w stanie pokonać: USA, Algierii, Paragwaju, Nowej Zelandii.

Jeśli w ostatnich meczach Włochy i Anglia nie zgarną zwycięstw, mediom pozostanie tylko szukanie przyczyn klęski, najlepiej w postaci selekcjonerów i piłkarzy. Niewłaściwy dobór zawodników, złe przygotowanie do turnieju, zła taktyka, brak ducha zespołu - powodów może być ile tylko trzeba. Nie można przy tym zapomnieć o zmęczeniu sezonem - co widać chyba najlepiej na przykładzie czołowych angielskich graczy. Rooney, Lampard, Lennon, którzy zwykle w decydujących momentach wypracowują lub strzelają bramki dla klubów, na boiskach RPA są bezradni i zagubieni. Przygotowania do kolejnego sezonu zaczną się pod koniec lipca, a przecież na odpoczynek też trzeba mieć czas.

Taką teorię podważają dotychczasowe wyniki Argentyny i Brazylii, które z grupowymi przeciwnikami radziły sobie bez większych problemów. Nawet jeśli część kibiców oczekiwała efektowniejszej gry - co to za zmartwienie w porównaniu z problemami europejskiej czołówki. Maradona i Dunga zgarnęli po sześć punktów z zespołami, które przecież tworzą też w większej części piłkarze mieszkający i pracujący na stałe w Europie, a media w Ameryce Południowej wcale nie mniej interesują się mundialem niż europejskie.

W tej sytuacji mogą się wykazać fani (także w mediach) najsilniejszych zespołów z Europy, którzy przez lata są przyzwyczajani do gry na najwyższym poziomie i zwycięstw ze słabeuszami. Mogą pokazać wsparcie nawet dla kiepsko grających piłkarzy - co na pewno nie wyjdzie im na złe. Mogą też skupić się na krytykowaniu - i wtedy ofiarami będą nie tylko trenerzy, ale także piłkarze. Bez względu na to, po tych mistrzostwach będzie jasne jak wielka różnica w Europie jest między piłką klubowa a reprezentacyjną.

Skomentuj:
treść komentarza:
kto pisze:
email (nie wyświetlany):
strona www: