…tak właśnie zatytułowało swoje podsumowanie z meczu Hiszpania-Szwajcaria internetowe wydanie dziennika “Marca”. Niepokonani przez dziesiątki meczów, pewni siebie, tworzący zgraną drużynę pod wodzą doświadczonego trenera - Hiszpanie jednak przegrali. Nie dali chwili radości milionom fanów na co dzień zatroskanych kryzysem gospodarczym.
Bardziej nieoczekiwana mogła być chyba tylko porażka Brazylii z KRLD, która zresztą nie była aż tak odległa od realizacji. Drużyna Del Bosque potwierdzała swoje umiejętności i wysoką formę - ale tylko kreowaniem sytuacji strzeleckich. Co z tego, że jego zawodnicy byli przy piłce 73 procent czasu gry, że oddali 23 strzały na bramkę? Dokładnie to samo, co w meczach Interu Mediolan z Barceloną.
Poza tym, że Hiszpania rzeczywiście miała przewagę nad Szwajcarią, internetowi dziennikarze z pierwszego z tych krajów zwracają też uwagę na fakt, że gol Fernandesa padł po spalonym a sędzia Webb nie odgwizdał karnego po faulu na Silvie. Nie próbuję jednak tym tłumaczyć wszystkich potknięć zespołu, których był sporo. “To nie był nasz dzień” - jak powiedział po meczu selekcjoner.
Teraz jego kadrę czekają wyzwania w postaci meczów z Chile i Hondurasem. Nikt nie wątpi, że może je wygrać oba bez większego problemu, ale jakakolwiek wpadka może oznaczać rozstanie z mundialem jeszcze w fazie grupowej. Co prawda gracze hiszpańscy przełamaliby klątwę “gramy pięknie jak nigdy, przegrywamy jak zwykle” - ale chyba nie o taki sposób chodzi.
Wieści o porażce kadry narodowej mają na “jedynce” wszystkie portale informacyjne, nawet nie związane ze sportem. W “Marce” można wymyślać tytuły do tego wydarzenia, i jest ich już ponad 1600. Tylko “Sport” nie jest za bardzo zainteresowany “La Roja”. Tam tematem numer 1 nadal są wybory prezesa FC Barcelony…