Seria budzących respekt zwycięstw Tottenhamu skończyła się, tym razem w niezbyt wielkim stylu. Redknapp na Old Trefford ustawił swój zespół bardziej defensywnie (Huddlestone i Palacios na środku) niż w meczach przeciwko Arsenalowi i Chelsea. Choć gospodarze nie pokazali jakiegoś wielkiego poziomu, wygrali w drugiej połowie, gdy broniący wcześniej dostępu do własnej bramki londyńczycy chcieli pójść na wymianę ciosów.

Efektem tego, że do składu Tottenhamu wrócił Palacios było przesunięcie Modricia bardziej na lewo, w związku z czym rzadziej i mniej efektywnie rozgrywał akcje swojego zespołu. Konsekwencją była bardzo słaba gra obu napastników, których Redknapp zmienił w drugiej połowie - bez większych efektów. Najlepiej w swoim zespole spisywał się King. Strzelił bramkę po rzucie rożnym, ale przede wszystkim - przez większość czasu dobrze radził sobie z Berbatowem i innymi piłkarzami MU, którzy wchodzili w pole karne. Dobrze rozpoczynał akcje swojego zespołu i nawet gra duetu Dawson-King w reprezentacji Anglii nie jest wielką bajką.

Z pierwszej połowy goście mogli być zadowoleni - nie stracili bramki a ich przeciwnicy wyglądali na zdezorientowanych i zupełnie pozbawionych polotu i przebojowości. Skrzydłowi MU dużo uwagi poświęcali grze w obronie i w związku z tym nie stać ich było na dobre akcje w ataku. Mimo dużej przewagi zespołu Fergusona - bramek nie było.

Manchester: Van der Sar - Evra, Evans, Vidic, Rafael - Giggs, Scholes, Fletcher - Nani, Valencia - Berbatow


Tottenham: Gomes - Bale, King, Dawson, Assou-Ekkoto - Huddlestone, Palacios - Modric, Bentley - Pawliuczenko, Defoe


poziom meczu: 4/6
najlepszy na boisku: Ledley King

Brak skuteczności gospodarzy przełamał dopiero rzut karny, który wywalczył dla nich Evra, który z premedytacją dał się sfaulować Assou-Ekotto. Karnego wykorzystał pewnie Giggs, podobnie jak drugiego, który został podyktowany po faulu (?) Palaciosa na Nanim. W międzyczasie padła jeszcze bramka po główce Kinga i najładniejszy gol meczu strzelona przez Naniego. Portugalczyk przerzucił piłkę nad Gomesem - po prostopadłym podaniu rezerwowego Machedy.

Na dwie kolejki przed końcem wygląda na to, że o tytule zdecydują piłkarze: Stoke, Sunderlandu, Liverpoolu i Wigan - plus oczywiście także MU i Chelsea. Jeśli lider wygra ze Stoke i Liverpoolem, może już się powoli zaczynać cieszyć z tytułu - choć tak naprawdę wszystko będzie wiadomo dopiero 9 maja.

Skomentuj:
treść komentarza:
kto pisze:
email (nie wyświetlany):
strona www: