Gdyby nie Almunia, Arsenal mógłby przegrać 0:4. Z drugiej strony, Barcelona nie potrafiła zagrać na sto procent do samego końca (już w sobotę mecz z Athletikiem) i dała sobie strzelić dwie bramki. Żeby było ciekawiej, w rewanżu mogą się jeszcze zdarzyć różne rzeczy pod nieobecność zawieszonych Pique i Puyola. Guardiola na pewno nie jest zadowolony.

Pierwsza połowa to nieprzerwana dominacja gości, którzy wyjątkowo, zagrali w ustawieniu 4-4-1-1 z Keitą i Pedro na bokach, Messim za Ibrahimoviciem. Już w pierwszych 20 minutach nieodpowiedzialna gra Arsenalu w obronie powinna była doprowadzić do jego klęski. W bramce fantastycznie spisywał się jednak Almunia, a obaj napastnicy z Katalonii nie umieli wykorzystać swoich szans. Ojcem tej przewagi był przede wszystkim Xavi, a także Daniel Alves i Maxwell (który pierwszą połowę skończył z bilansem celnych podań 20/20).

Zupełnie nie funkcjonowała druga linia Arsenalu, Song co prawda biegał do przeciwnika mającego piłkę, ale mógł być tylko w jednym miejscu na raz. Zawodzili Fabregas i Diaby, podobnie jak Arszawin, który szybko zszedł kontuzjowany. Nasri spisywał się dobrze przez cały mecz, ale efekty przyniosło to dopiero po przerwie. Barcelona, fantastycznym kryciem i skracaniem pola gry, redukowała możliwości podań do przodu. Gospodarze bardzo często tracili piłkę, i stąd brały się okazje bramkowe Messiego i Ibrahimovica. Szwed i Argentyńczyk stale schodzili na boki, pomagali w rozgrywaniu i inteligentnie szukali dziur w obronie.

Arsenal: Almunia - Clichy, Vermaelen, Gallas, Sagna - Song - Diaby, Fabregas - Nasri, Arszawin - Bendtner


Barcelona: Victor Valdes - Maxwell, Puyol, Pique, Daniel Alves - Keita, Sergio Busquets, Xavi, Pedro - Messi - Ibrahimovic


poziom meczu: 5/6
najlepszy na boisku: Manuel Almunia

Na przerwę Arsenal schodził stłamszony, ale z remisem 0:0, zawdzięczanym fenomenalnej grze swojego bramkarza. Już w pierwszej minucie drugiej połowy padła bramka dla Katalończyków - Ibrahimovic przelobował na 20. metrze Almunię, po pięknym prostopadłym podaniu górą od Pique. Druga bramka Szweda była także efektem prostopadłego podania - tym razem Xaviego - i potwierdziła, że obrona Arsenalu jest bardzo wrażliwa na tego typu zagrania i napastników umiejących w odpowiednim momencie wybiec zza linii spalonego. Zresztą, już w pierwszej połowie z boiska musiał zejść kontuzjowany Gallas, a do defensywy przeniósł się Song.

Wydawało się, że bramki mogą paść tylko dla Barcelony, ale Walcott zaraz po wejściu na boisku strzelił na 1:2. Na brawa zaliczył Bendtner, który świetnie zagrał mu piłkę na wolne pole. W 85. minucie, gdy już było wiadomo, że w rewanżu nie będą mogli zagrać za kartki Fabregas i Pique, zespół Guardioli dotknęło kolejne nieszczęście. Za bardzo wątpliwy “faul” Puyola na Fabregasie sędzia Busacca podyktował karnego i wyrzucił lidera obrony gości z boiska. Wychowanek Barcelony wyrównał na 2:2… i przy okazji naciągnął sobie mięsień łydki. Do końca meczu już tylko człapał po boisku i było widać, że żadna z drużyn już nie zdoła wygrać.

Jeśli ktoś pokazywał klasę w tym meczu, to tylko Barcelona, Almunia i Nasri. Katalończycy przewyższali znacznie drużynę Wengera grą zespołową, organizacją w obronie, pewnością siebie. Xavi, Keita, Busquets nie zastanawiali się dziesięć razy przed podaniem lub dryblingiem, tylko je wykonywali. świetnie naciskali też przeciwników, którzy często się gubili i tracili piłki. Z taką grą Arsenal nie ma czego szukać w Barcelonie - bo nawet z rezerwowym środkiem obrony mistrzowie Hiszpanii spokojnie wykorzystają każdy błąd.

Skomentuj:
treść komentarza:
kto pisze:
email (nie wyświetlany):
strona www: