UEFA, chcąc zwiększyć zyski z transmisji (biurokracja pożera wielkie pieniądze) i zainteresowanie, zdecydowała się rozbić jedną kolejkę 1/8 finału na dwa tygodnie. Poza tym, pierwsze cztery mecze nie przyniosły niczego nowego - potwierdziły tylko kilka dobrze znanych prawidłowości. Może jedynym wyjątkiem była przegrana Realu w Lionie, po pięknym golu mało aktywnego w ofensywie Makouna.
Ta przegrana to zaledwie jedna bramka do odrobienia w Madrycie, ale na pewno osłabi pozycję Manuela Pellegriniego - który wciąż pracuje pod presją niesamowitych ambicji zadłużających klub Pereza i Valdano. Real ustępował gospodarzom pod względem tworzonych sytuacji - i pewnie właśnie to najbardziej boli szefów kastylijskiego klubu. Kaka tym razem podawał nawet częściej niż Cristiano Ronaldo, ale nadal jest na cenzurowanym. Już następnego dnia przed treningiem Valdano odbył z piłkarzami motywująca pogadankę, a niezawodne pod względem powalających niusów madryckie dzienniki madryckie doniosły o spotkaniu wysłanników Realu z Jose Mourinho.
Jak zwykle, swój mecz wygrał Manchester United - choć niezgodnie z historycznymi regułami, pokonał na San Siro Milan. Mecz był chyba bardzo emocjonujący i na wysokim poziomie - co mogę napisać niestety tylko na podstawie internetowych relacji. To, co “wali po oczach” na heatmapie w uefa.com to brak lewoskrzydłowego w drużynie gości. Wynika z niej, że Park (12 km na liczniku) grał bezpośrednio za Rooneyem, a najbliżej lewej linii biegał Fletcher, który jest w świetnej formie i zalicza kolejną pozycję w karierze. Po raz kolejny fantastycznie grał Rooney, po raz kolejny nie sprawdził się Huntelaar, po raz kolejny z ławki wszedł Inzaghi. Ambrosini zagrał 70 podań, co obrazuje jego przesunięcie do przodu w ciągu ostatniego roku.
Znów swoimi największymi wrogami okazali się być gracze Arsenalu. Porto było dla nich równym przeciwnikiem, ale nie zachwyciło. Bramki londyńczycy strzelali sobie sami i niestety, po tym meczu koszmary będą dręczyły Fabiańskiego przez długi czas. Pierwszy gol był jednym z bardziej komicznych, które padły w tym sezonie na europejskich boiskach, a drugi dobił polskiego bramkarza - mimo że winę może podzielić z Campbellem. Może angielski weteran zagrał i tak nieźle jak na tak długą przerwę, ale przy pojedynkach biegowych z gospodarzami zostawał w tyle zwykle po dwóch metrach. W ataku brakowało Arszawina (nie mówiąc o Van Persiem), a w pomocy błyszczał tylko Fabregas. Swoją drogą, w Hiszpanii powrót tego gracza (kontrakt do 2014) do Barcelony tego lata uważa się za pewny.
W ostatnim meczu potwierdziła się jeszcze jedna stara prawda: to że “zakonnik” Ovrebo jest bardzo słabym sędziom. Wcześniej przekonali się o tym piłkarze wielu reprezentacji i klubów, teraz brak spostrzegawczości jego oraz liniowego dotknął walczącą z kryzysem Fiorentinę. Bayern nadal na fali (nawet jeśli z pomocą sędziego) - ale jak długo? Pewnie dopóki zdrowi będą Ribery, Robben i DEFENSYWNY pomocnik Schweinsteiger.