Arsene Wenger znów popsuł sobie wizerunek w oczach kibiców innego klubu. Jeśli fani Aston Villi zgadzają się ze swoim menedżerem Martinem O’Neillem, Francuz trafił po środowym meczu ligowym na ich czarną listę. Po bezbramkowym remisie, zapewne by usprawiedliwić stratę punktów, menedżer Arsenalu odważył się stwierdzić że gospodarze grali długimi piłkami, co na irlandzkim kolegą po fachu zrobiło wielkie wrażenie.
O’Neill najwyraźniej poczuł trafienie w czuły punkt, porównywanie zespołów na zasadzie: dobry (Arsenal, krótkie podania) i zły (Aston Villa, długie podania i kontrataki). Nie po to wydawał ciężkie miliony Randy’ego Lernera na transfery i pompowanie kominów płacowych piłkarzy, by teraz ktoś przypinał jego drużynie metkę preferującej typowo angielski styl gry. Gdy dziennikarz zapytał go o pomeczową wypowiedź Wengera, O’Neill opowiadał jak to Ashley Young wkręcał w ziemię Gaela Clichy’ego i podkreślał, że Wenger już wiele razy wcześniej wygadywał niestworzone rzeczy. Zakwalifikował też jego słowa jako “porażającą zniewagę“.
Wenger ostatnio przechodzi ewolucję z jednego ze spokojniejszych menedżerów ligi w prawdziwego jastrzębia. Nie szczędzi ciosów angielskiej federacji piłkarskiej, właścicielom klubów, piłkarzom, sędziom, UEFA. Wyjątkiem od reguły są dla niego tylko wszyscy związani z Arsenalem, których w wywiadach chwali i stawia za przykład. Taka strategia wobec mediów zdaje zresztą ostatnio egzamin - choćby dlatego, że jego zespół znalazł się nawet na pewien czas na pierwszym miejscu tabeli.
Pół roku w bardzo długim wywiadzie dla “Guardiana” Wenger otwarcie przyznawał się do tego, że jest gotów kłamać w żywe oczy, jeśli wymaga tego dobro drużyny. Tym razem nie musiał. Villa nie od dziś stawia na wykorzystywanie szybkości Gabriela Agbonlahora i dogrywanie mu długich piłek z głębi pola i od skrzydłowych. Nie znaczy to oczywiście, że piłkarze O’Neilla nie potrafią inaczej grać. Jedynie to, że Irlandczyk tak bardzo się oburzył, przyciągnął uwagę mediów tym tematem. Gdyby oszczędził sobie furii, pewnie nikt nie zauważyłby tej wypowiedzi.