Oczywiście mam na myśli piłkę nożną w telewizji. Takiego nagromadzenia ciekawych spotkań na antenie nie pamiętam już od dawna. W sobotę i niedzielę wypada obejrzeć przynajmniej cztery mecze. Zakończy wszystko pojedynek Barcelona - Real w niedzielny wieczór.

W piątek tylko Zagłębie - Lech i Bochum - Koeln, mecze, które przyciągną przede wszystkim fanów tych drużyn. Sobota zacznie się leniwie - zaraz po południu nie ma szlagieru Premier League. Za taki można uznać pojedynek Aston Villa - Tottenham, który zacznie się o 18:25. Po ostatnim 9:1 “Kogutów”, zespół O’Neilla ma się czego bać. Na boisku tacy piłkarze jak Defoe, Ashley Young, Robbie Keane, Gabriel Agbonlahor, Brad Friedel, Aaron Lennon. W dodatku bezpośrednia walka o czwarte miejsce w tabeli. Wcześniej jeszcze Bełchatów - Legia - raczej mało interesujący. O 20:40 derby Genui, kolejny raz rozgrywane przez zespoły walczące o udział w europejskich pucharach. Tu na pewno nie zabraknie walki.

W niedzielę już od 14:30 będzie trudno oderwać się od telewizora. wtedy zacznie się mecz derbowy między cienko przędącymi ostatnio Evertonem i Liverpool FC. Niestety, zabraknie Artety, Osmana, Riery, Torresa i Benayouna, ale i tak powinno być ciekawe. Kolejny element piłkarskiego maratonu to mecz Arsenal - Chelsea, którego początek o 17:00. Aspiracje do bycia w końcu w pełni dojrzałym zespołem chłopcy Wengera powinni potwierdzić właśnie w pojedynku z najbardziej rutynowanymi wyjadaczami ligi - zespołem Ancelottiego. Nie zagra Van Persie, wróci Lampard.

Część kibiców pewnie wybierze o 16:30 Serie A, gdzie zagrają Inter i Fiorentina - reprezentanci Włoch w LM. Do wyboru będzie jeszcze mecz Wolfsburg - Werder, w którym można być pewnym wielu bramek i dużych emocji. Wreszcie o 19:00 cała Europa zasiądzie przed telewizorami by oglądać kolejny odcinek wiecznej rywalizacji Barcelony z Realem. Obrońcy tytułu mistrzowskiego będą faworytami, ale Real z Cristiano Ronaldo w składzie będzie innym zespołem niż ten wygrywający w tygodniu 1:0 z FC Zurych. Kluczowe będzie to, jak Pellegrini ustawi swoją ekipę w ataku i w jakiej formie będą obrońcy gości. Jeśli w słabej, nie ma dla nich większych szans, jeśli nie popełnią prostych błędów - będzie szansa na szybkie ataki, w których Real spisuje się dobrze. Barcelona, no cóż… będzie grała swoje, pewnie znacznie lepiej niż przed tygodniem w Bilbao.

Skomentuj:
treść komentarza:
kto pisze:
email (nie wyświetlany):
strona www: