Uli Hoeness przejmuje od Franza Beckenbauera szefowanie Bayernem - stowarzyszeniu i w mniejszym stopniu spółce, jako przewodniczący rady nadzorczej. Jego stanowisko z kolei wypełni Christian Nerlinger, ale tylko jako typowy dyrektor sportowy, bez funkcji czysto handlowych. To jeden z dwóch głównych tematów dla ludzi związanych z klubem - drugim jest trwający cały czas kryzys w zespole.
Hoeness przez trzydzieści lat urzędowania pomógł wielokrotnie zwiększyć skalę działania Bayernu, obroty, udział w rynku praw medialnych, umocnił pozycję klubu na mapie europejskiej piłki i za kulisami działania UEFA. Dla zwykłego kibica był przede wszystkim człowiekiem w czerwonej kurtce o rubasznym uśmiechu, który skakał z radości na ławce rezerwowych w momencie największych triumfów. Gdy przejmował fotel “menedżera” klub miał na koncie cztery tytuły mistrzowskie, w tej chwili jest ich dwadzieścia - czyli cztery gwiazdki nad logo na koszulkach piłkarzy.
Nie udało mu się osiągnąć stanowiska szefa FC Bayern e. V. tak szybko jak Beckenbauerowi - ale też po pierwsze nie odgrywał aż tak wielkiej roli w zespole narodowym, po drugie zaś nie mógł go objąć w momencie, gdy urzędował “Kaiser”. Teraz najwidoczniej cieszy się wystarczającym poparciem wewnętrznym, a także zewnętrznym - ze strony mniejszościowych udziałowców klubu: Adidasa i Audi, które właśnie przejęło dziesięć procent akcji. To kolejne 20 milionów w kasie klubu rocznie - dzięki którym można będzie nadal płacić więcej niż niemiecka konkurencja i ścigać się z największymi rywalami w Europie.
I tu pojawiają się problemy: Bayern we środę pokonał u siebie Maccabi, ale zaledwie 1:0. To zdecydowanie za mało by zadowolić publiczność na Allianz Arenie nazywanej na potrzeby LM Fussball Areną. Van Gaal mówi wiele o potrzebie posiadania piłki, ale w meczu z izraelskim rywalem Bawarczycy przewagę mieli nieporównywalnie mniejszą niż ma przy takich okazjach Barcelona - zaledwie 56 procent. Kibiców nie pocieszy też siódme miejsce w Bundeslidze i ciągłe rotacje i zmiany w ustawieniu zespołu. Na te ostatnią kwestię zwracał uwagę Philipp Lahm w wywiadzie, który ściągnął na niego gromy i karę finansową. Z jednej strony piłkarz nie powinien krytykować klubu, z drugiej - każde słowo wicekapitana Bayernu jest prawdą. W kadrze brak rozgrywającego, a w klubie - długoterminowego planu związanego z taktyką zespołu.
Najpilniejszym zadaniem dla Nerlingera będzie więc na początek w miarę korzystne pozbycie się mniej użytecznych graczy. Nie wiadomo, czy będzie tego dokonywał w porozumieniu z Van Gaalem. Na razie Holender nie wie, na czym stoi, ale jeśli nawet dotrwa do końca rozgrywek - pozycja poza pierwszą trójką będzie dla niego oznaczała zwolnienie. Możliwe, że teraz nad Isarą żałują, że nie chcieli zatrzymać po raz kolejny Jupa Heynckesa, który potrafił przerobić “zakładową” kadrę młodych talentów z Leverkusen (w tym Toniego Kroosa, który w Bayernie nie miał miejsca) w zespół grający konsekwentnie i walczący o mistrzostwo. Podobnie było z Ze Roberto, który teraz jest siłą napędową HSV.
Czy Hoenessowi uda się od razu w pierwszym roku na fotelu prezesa osiągnąć duży sukces? Raczej mało prawdopodobne. W tej chwili jego klub ma tylko dwa zwycięstwa straty do lidera, ale biorąc pod uwagę problemy w kadrze, mistrzostwo będzie trudne do zdobycia, szczególnie jeśli eksploduje potencjał Bayeru, Werderu czy HSV. Na razie bardzo wiele zależy od meczu z Juventusem. Jeśli Bayern odpadnie już w grupie z Ligi Mistrzów, nie zdobędzie mistrzostwa ni pucharu, były napastnik będzie dysponował zupełnym zaufaniem i będzie miał zezwolenie na wszystkie zmiany, jakich tylko sobie zażyczy.