Powiem tak: nie było to świetna reklama hiszpańskiego futbolu, ale też najgorszy mecz w tym sezonie. Nie pierwszy, też, który obrońcy tytułu wygrali, mimo że nie przeważali na boisku. Antonio Tapia i jego zespół chyba zbyt mocno uwierzyli w tę famę i nie potrafili wykorzystać swojej szansy. Wygraną dał Realowi Higuain - zwykle niewidoczny, ale zadający śmiertelne ciosy.
W kontekście zmęczenia graczy po meczach reprezentacyjnych i równie nikłej wygranej Barcelony w Valladolid, Juande Ramos na pewno cieszy się z tego wyniku. Jego zespół grał bez Cannavaro, Heinze, Marcelo i Robbena, zmęczonymi: Huntelaarem, Sneijderem, Gago, Pepe, Sergio Ramosem. Tym razem Ramos wysłał na boisku zespół z pomocą ustawioną w “romb” - czyli bez skrzydłowych, za to z Raulem grającym jako playmaker za Higuainem i Huntelaarem. Holenderski napastnik tym razem grał bardzo słabo. Nieco lepiej wypadli jego rodacy w pomocy. Widać było, że Van der Vaart rozpaczliwie chce strzelić bramkę - ale mu się to nie udało.
Przed przerwą lepiej grali gospodarze. Częściej byli przy piłce, szybciej dochodzili pod pole karne, gdzie kilka razy dobrze interweniował Casillas. Jak zwykle najniebezpieczniejsze sytuacje dla Malagi wypracowywał Duda, który zasługuje chyba na grę w mocniejszym klubie (może Anglia by mu pasowała?). Eliseu na prawym skrzydle wypadł raczej słabo, kilka razy bliski strzelenia gola był Adrian, który niespodziewanie zagrał w ataku zamiast Salvy lub Luque (obaj zresztą weszli na boisko po przerwie). W decydujących momentach strzelał niewystarczająco dokładnie. Jak zwykle pewnie, czasami błyskotliwie spisywał się na środku pomocy Apono - który przecież ma dopiero 25 lat i myślę, że powinny się nim zainteresować takie zespoły jak Deportivo, Sevilla czy Villarreal.
Real grał niepewnie w obronie, czym dawał szanse do wykazania się swojemu bramkarzowi. W grze gości dało się zauważyć, że chcą grac jak najwięcej z pierwszej piłki - i kilka razy nieźle im to wyszło, ale najczęściej gubili piłkę w środku pola, podobnie zresztą Malaga. Oba zespoły już na przerwę powinny schodzić w 10 - za uderzenie Huntelaara w twarz z boiska powinien wylecieć Manolo Gaspart, a Sneijder zasłużył zagraniem ręką na druga żółtą kartkę. Undiano Mallenco nie podjął właściwej decyzji ani za pierwszym, ani za drugim razem.
Druga połowa rozpoczęła się od gola Higuaina, którego strzelił po rajdzie od środka boiska i spokojnym, płaskim strzale obok bezradnego Goitii. Mógł/powinien go jeszcze zatrzymać Welligton, ale ani nie wystarczyło mu na to szybkości, ani zdecydowania. Po golu Malaga jeszcze bardziej starała się strzelić, co dało Realowi więcej przestrzeni na kontry. Gospodarze popełniali błędy w obronie i nie wykorzystywali szans w ataku, co każe się porządnie zastanowić nad ich aspiracjami do Ligi Europa. Świetną okazję znów miał Adrian, ale strzelał, zamiast podać na środek - co skończyło by się bramką. Po kolektywnym felerze obrony madrytczyków w innej sytuacji Baha miał przed sobą tylko Casillasa, ale przegrał ten pojedynek.
Do końca meczu Higuain miał jeszcze dwie okazje do strzelenia bramki - obie bardzo podobne do tej z 49. minuty - po długich podaniach, gdy jakby wyrósł spod ziemi. W jednej z nich wykazał się Goitia, w drugiej Argentyńczyk spudłował o 0,5 metra. Malaga powinna żałować zmarnowanej szansy na przełamanie serii 9 porażek z Realem. Goście mogą być zadowoleni z ekonomicznej gry i pomocnego szczęścia.