W tym meczu sprawiedliwy byłby remis. Hoffenheim zasłużyło sobie na niego choćby pierwszą połową, w której było wyraźnie lepsze. Niestety, napastnicy Rangnicka nie wykorzystywali szans na bramkę - strzelali niecelnie lub nie podawali do lepiej ustawionych partnerów. Bayern wygrał dzięki doświadczeniu i dużej dozie szczęścia.
TSG zagrało bardzo ofensywnie, w preferowanym przez swojego trenera 4-3-3. Carlos Eduardo odgrywał rolę defensywnego pomocnika, a Luiz Gustavo i Weis udzielali się w ofensywie i defensywie na lewej i prawej stronie. Obasi i Ba poświęcali się przede wszystkim grze ofensywnej, ale także sumiennie wracali na własną połowę, by bronić. Bardzo dobrze wyczuwali okazje do kontrataku i wychodzili do długich podań. W ataku goście mieli na skrzydłach momentami nawet po 3 graczy - boczni obrońcy często także wychodzili do przodu. To była ryzykowna, ale bardzo widowiskowa gra, która mogła dać beniaminkowi zwycięstwo.
W pierwszej połowie okazje bramkowe zmarnowali: Ba, Toni i Ibisevic. Druga rozpoczęła się od gola tego ostatniego - po akcji Weisa i Ba. W tej sytuacji wyraźnie zaspali Lahm i Lucio. Po zdobyciu bramki Hoffenheim wychodziło z pressingiem jeszcze na połowę Bayernu - i radziło sobie dobrze do 60. minuty, kiedy Lahm strzelił sprzed pola karnego i dzięki rykoszetowi, trafił tuż przy słupku. Od tego momentu gospodarze przyciskali przyjezdnych bardzo mocno. Dobrych okazji nie wykorzystywali Toni, Klose (”sam na sam”).
W końcówce do głosu znów doszli goście. Po pięknej akcji z pierwszej piłki Ibisevica z Salihovicem gospodarzy uratował Rensing.Już po zakończeniu regulaminowego czasu gry gola na 2:1 strzelił Toni - po tym jak Ibertsberger przypadkowo odbił piłkę. Najlepszym graczem meczu był Compper - niemal bezbłędny na własnym polu karnym.