Nie był to fantastyczny mecz całej drużyny gości. Gdy by takim był, Rovers zeszliby z boiska z przynajmniej 5 straconymi bramkami. Jednak Manchester United pokonał na wyjeździe ligowego średniaka grając na luzie. Widać rosnącą formę poszczególnych piłkarzy (na przykład Cristiano Ronaldo, który nie jest w życiowej formie, ale i tak wiele razy stwarzał zagrożenie dla bramki gospodarzy) i całej drużyny.

Mecz był popisem dwóch graczy. Najlepiej wypadł Wayne Rooney, który odbierał piłki rywalom, świetnie ustawiał się w ataku, a na dodatek często brał się za rozgrywanie, dając innym możliwość wejścia w pole karne. Rezerwowy bramkarz Blackburn Brown wiele razy uratował świetnymi interwencjami swoją drużynę przed blamażem.

Goście zaczęli mecz słabo. Ich akcje “nie kleiły się”, podawali niedokładnie, często dochodziło do nieporozumień. Berbatow i Rooney grali daleko od siebie, a że w atakach brało udział zwykle tylko 4 graczy, mieli kłopoty ze znalezieniem wolnego partnera. W 20. minucie świetną okazję mieli po prostopadłym podaniu Cristiano Ronado do Fletchera. Szkot, mając przed sobą tylko bramkarza, strzelił niecelnie. Chwilę później Berbatow wszedł prawą stroną i podał do niepilnowanego Giggsa, którego strzał obronił Brown. Od tego momentu Rovers bardzo często się gubili w obronie.

Blackburn: Brown - Olsson, Samba, Nelsen, Ooijer - Tugay - Emerton, Warnock, Gamst-Pedersen - Derbyshire, Santa Cruz


Manchester: Van der Sar - Evra, Ferdinand, Vidic, Brown - Giggs, Fletcher, Anderson, Cristiano Ronaldo - Rooney - Berbatow


poziom meczu: 4/6
najlepszy na boisku: Wayne Rooney


W 31. minucie przy rzucie rożnym niepilnowani na “długim” słupku zostali Vidić i Wes Brown. Pierwszy z nich zablokował (w polu bramkowym, powinien być rzut wolny) bramkarza, a drugi strzelił do siatki. Piłkę wybić z bramki mógł jeszcze Olsson, ale nie zdołał tego zrobić. Szwed przez cały mecz nie dawał sobie rady z pilnowaniem Cristiano Ronaldo.

Portugalczyk wypracował drugą bramkę dla gości. W 64. minucie minął przeciwnika przy prawej linii i bardzo dokładnie podał do niepilnowanego Rooneya. Anglik bezbłędnie uderzył z trudnej pozycji i wynik był rozstrzygnięty. Rooney miał jeszcze świetn okazję po dziesięciu minutach, ale po podaniu Teveza jego lob nad Brownem przeleciał też nad poprzeczką. “Stuprocentowej” sytuacji po fatalnym błędzie Samby nie wykorzystał jeszcze Berbatow - świetnie bronił Brown. W końcówce Tevez trafił w słupek - po zagraniu Cristiano Ronaldo.

Obrona Rovers ujawniła dużą wrażliwość na prostopadłe podania, z których często korzystali goście. Zbyt mało aktywny był Santa Cruz, który zresztą musiał zejść po kontuzji. W miarę dobrze zagrali Nelsen, Ooijer i Warnock, ale ogólnie zespół wypadł słabo. To nie jest ta sama drużyna, którą w zeszłym sezonie prowadził Mark Hughes, i nie chodzi tu tylko o odejście Bentleya i Friedela.

Skomentuj:
treść komentarza:
kto pisze:
email (nie wyświetlany):
strona www: