Nie wiem czy takie rzeczywiście było zamierzenie Jesualdo Ferreiry, ale jego zespół od początku wyglądał jakby był nastawiony tylko i wyłącznie na obronę. Jak można się było domyślić, to nie była mądra taktyka na mecz wyjazdowy z Arsenalem. Gospodarze wykorzystali to co potrafią najlepiej - szybkie wymiany kilku podań i dzięki temu zupełnie rozbili portugalski zespół. Najlepszy na boisku był Ammanuel Adebayor.
Od początku Arsenal miał dużą przewagę. Porto każda odzyskaną w obronie piłkę wybijało na oślep do przodu - ale nie trafiała ona do samotnego z przodu Lisandro. Z kolei drużyna Wengera spokojnie w swoim stylu rozgrywała piłkę by znaleźć błąd w ustawieniu przeciwnika i w odpowiednim momencie przyspieszyć. Z czasem okazji było coraz więcej, ale w międzyczasie po udanej kontrze Porto Rodriguez strzelił w poprzeczkę a Clichy musiał wybijać piłkę z linii bramkowej po strzale Lisandro i błędzie obrony.
Pierwszy gol padł dopiero w 31. minucie po długim podaniu z obrony, prostopadłym podaniu Fabregasa do Adebayora i strzale wchodzącego w pole karne Van Persiego. Po dziesięciu minutach Holender zrewanżował się koledze i Togijczyk strzelił gola głową po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Pięknie przy tym zachował się Toure, który w odpowiednim momencie odciągnął obrońcę. Rolando po raz drugi dał się ograć.
Kolejna bramka padła zaraz po przerwie - tym razem Van Persie strzelił ją po indywidualnej akcji i błędzie Bruno Alvesa. W 71. minucie Guarin bezsensownie sfaulował na linii pola karnego rezerwowego Bendtnera a Adebayor pewnie wykorzystał rzut karny. Do końca meczu Arsenal mógł jeszcze strzelić kilka bramek.
Tym razem najniebezpieczniejsze akcje londyńczycy przeprowadzali skrzydłami - z udziałem nie tylko Walcota i Nasriego/Eboue, ale także Sagni, Clichy’ego i obu napastników. Porto zupełnie sobie nie radziło z obroną na bokach, w dodatku wracający środkowi pomocnicy źle się ustawiali. Bardzo niepewnie grali Rolando i Bruno Alves i w związku z tym Adebayor i Van Persie (najlepsi na boisku) mieli w polu karnym dużo swobody. W środku pola rozdzielał piłki Fabregas, ale w tym meczu nie zaliczył ani asysty ani gola. Dziwi tylko jedno: jak Arsenal mógł przegrać z Hull u siebie?